Aktualności Klub Szkółka Kadra Historia Zdjęcia historyczne Galeria Kontakt Wrzesień 09 2010 03:52:43
Historia CKM Włókniarz - cz. X (1974)
Po piętnastu latach tytuł powraca do Częstochowy

31 marca, przed inauguracją sezonu ligowego ’74 w Częstochowie, rozegrane zostaje spotkanie towarzyskie z „sąsiadem zza miedzy”, Śląskiem Świętochłowice. Ma to być zarazem sprawdzian dla Józefa Jarmuły w rywalizacji z niedawnymi kolegami z zespołu. Zawody kończą się wygraną 44:33, a Józek na swoim koncie gromadzi 6 pkt.


Znaczącym wzmocnieniem Włókniarza było przejście do Częstochowy Józefa Jarmuły


Głównym atutem Włókniarza jest jednak to, że punktuje cała ósemka, kiedy w Śląsku Paweł Waloszek i Jan Mucha wyraźnie odstają od reszty.
Warto wspomnieć, iż do tego ostatniego Jarmuła miał żal, wypowiedziany po latach. Mucha, słynący z nienagannej techniki jazdy, wypominał koledze, że nie potrafi na torze we właściwy sposób korzystać z mocy silnika i zamiast odkręcać manetkę gazu na tyle, ile konieczne ciągle „przekręca” wprowadzając w nadmierny poślizg tylne koło na łukach. Niektórzy nazywali taką jazdę „zwariowanym pełnym gazem”. Tymczasem Józek wiedział, że kibice, dla których przede wszystkim się ścigał, lubią efektowną i dynamiczną jazdę. Dla nich wszak jeździł i razem z nimi się bawił.
W trakcie wspomnianych zawodów rozegrano także kilka dodatkowych wyścigów młodzieżowych, w których ze strony częstochowskiej zaprezentowali się: Daniel Chmielewski, Marek Nabiałek, Włodzimierz Tomaszewski i Grzegorz Kupczak.
Pierwsze spotkanie ligowe, 7 kwietnia z Falubazem Zielona Góra, odbywa się na torze w Poznaniu. Cieślak gromadzi 12 pkt., Jurczyński - 11, Jarmuła - 10, Urbaniec – 8, Bożyk – 6, Goszczyński, Gołębiowski i Gierzyński dorzucają łącznie 7 i w rezultacie premiera kończy się wynikiem 54:24. Jurczyński i Jarmuła tak mocno się rozkręcają, że reprezentując barwy klubu w dodatkowych wyścigach par wpadają na siebie, a jeden z motocykli trzeba zbierać z ławek dla kibiców. Na szczęście nikogo w tym miejscu nie było.

W drugiej rundzie do Częstochowy przyjeżdża ekipa Sparty z Piotrem Bruzdą
i Jerzym Trzeszkowskim. Liderzy Włókniarza: Cieślak, Jurczyński i Jarmuła są wyjątkowo zgodni i gromadzą po 10 punktów. Pozostali także spisują się bardzo dobrze, a końcowy rezultat brzmi 57:20.
Śląsk Świętochłowice swoje zawody organizuje w Chorzowie. Nie zmienia to faktu, że wynik 40:38 satysfakcjonuje wyłącznie częstochowian. Dla pewności, że nie będzie zbędnej rywalizacji ambicjonalnej, nie startuje w tym meczu Jarmuła. Tym razem prym wiodą: Urbaniec (10 pkt.) i Bożyk (9). Marek Cieślak po kolizji z Jackiem Goerlitzem uznany zostaje winnym i jest wykluczony przez sędziego do końca zawodów.
W Rybniku wypadek przy pracy - przegrana 45:31. Zespół ROW-u kilka dni później nie może sprostać i ulega włókniarzom, ale tylko w spotkaniu towarzyskim, rozegranym w Chorzowie.
Czemu tak często powtarza się śląski obiekt? Otóż w latach 70-tych w kalendarzu FIM zgłoszone było właśnie tam szereg imprez mistrzowskich, m.in.: finały Mistrzostw Świata zarówno w konkurencji indywidualnej (1973, 1976), jak i drużynowej (1974). Tylko spora dawka startów gwarantowała późniejsze sukcesy, zwłaszcza że tor żużlowy istniał od niedawna. Dotychczas górowała piłka nożna.
Kolejne potyczki ligowe ze Stalą Gorzów u siebie i w Bydgoszczy z Polonią w nienajlepszym wykonaniu kończą się również porażkami. Bilans 6 spotkań to 3 zwycięstwa i tyleż porażek. Jak potoczy się scenariusz dalszych wydarzeń?
25 maja do Częstochowy przyjeżdża na rewanż Polonia. Świetnie radzą sobie Bożyk i Gołębiowski, którzy gromadzą łącznie 17 punktów. Efektem jest tak bardzo potrzebne zwycięstwo 47:31.

Nikt nie jest w stanie przewidzieć nadchodzącej tragedii.
Pięć dni później, 30 maja na ulicach miasta następuje kolizja, w której śmierć ponosi Zygmunt Gołębiowski. Warto przypomnieć kilka faktów dotyczących owego, tragicznego dnia i przybliżyć sylwetkę tego sympatycznego zawodnika:


Zygmunt Gołębiowski tragicznie zakończył życie w trakcie trwania sezonu 1974


„Jest 30 maja 1974 roku, pogodny wiosenny wieczór. Jedną z bardziej ruchliwych arterii Częstochowy jedzie z dużą prędkością trabant kierowany przez Jerzego Bożyka, żużlowca miejscowego klubu. Wśród rozbawionych pasażerów popularnej
w tych latach „mydelniczki” znajduje się również żużlowiec, kolega klubowy kierowcy samochodu - Zygmunt Gołębiowski. Nic jeszcze nie zapowiada tragedii, która za chwilę nastąpi… W pewnym momencie kierujący trabantem z przerażeniem spostrzega majaczące w ciemności kontury zaparkowanej niefrasobliwie na poboczu jezdni ciężarowej przyczepy. Na hamowanie jest zbyt późno, gwałtowny skręt kierownicy w lewo i w sekundę później rozlega się głośny trzask rozbijanej karoserii. W szczątkach samochodu, który grzęźnie pod stojąca przyczepą, śmierć ponosi trzech pasażerów trabanta…
Tak zginał ZYGMUNT GOŁĘBIOWSKI, świetny zawodnik CKM Włókniarz…
Zygmunt do żużla trafił stosunkowo późno, bo w wieku 23 lat, po odbyciu służby wojskowej. Zadebiutował na torze mając 24 lata, a więc w wieku, w którym dzisiaj niektórzy rozstają się już z żużlem, głównie z przyczyny przepisu o młodzieżowcach...
Debiut nie wypadł przekonywująco, gdyż ówczesny trener Włókniarza miał życzenie rzucić adepta od razu na głęboką wodę, kazać mu przywdziać po raz pierwszy klubowy plastron w zawodach międzynarodowych i to za granicą. Owa granica, co prawda, przypominała bardziej przysłowiową miedzę, gdyż rzecz działa się u południowych sąsiadów w Koprzywnicy, ale to wystarczyło, by stremowany debiutant w trzech swoich biegach meldował się każdorazowo na mecie ostatni. W miesiąc później już było nieco lepiej, w spotkaniu rewanżowym na torze częstochowskim, Gołębiowski zdobył tak upragniony pierwszy punkt w swej tragicznie przerwanej karierze.
W lidze zadebiutował z kolei dopiero 23 września 1967 roku i też bez powodzenia. Konkurencja w drużynie powodowała, że w kolejnych sezonach, nawet gdyby debiut ligowy potoczył się inaczej - i tak jeździłby z obawą, że etykietka wiecznego rezerwowego przylgnie do niego na stałe.
Przełom nastąpił dopiero w 1971 roku. a wszystko zaczęło się od spotkania towarzyskiego z zespołem UAMK Praga, kiedy to Gołębiowski pokonał m.in. słynnych braci Volfów.
W kolejnych meczach - tym razem już ligowych - stał się jednym z liderów zespołu, przywożąc regularnie po 10 - 12 punktów. W całym sezonie uzbierał 140 „oczek”, które dawały mu znakomitą średnią 2,16 na wyścig, a co najistotniejsze - z całą klubową częstochowską bracią awansował do l ligi!
W 1973 został powołany do kadry narodowej i startował m.in. w test meczu z reprezentacją Wielkiej Brytanii - z kolegą klubowym, Zygmuntem Malinowskim. Wygrał nawet turniej par na częstochowskim torze. W spotkaniu Włókniarz - Kadra, zorganizowanym przez władze żużlowe, należał obok Marka Cieślaka do wiodących zawodników, gromadząc na swym koncie 12 punktów. Dobrym wynikiem było też 4 miejsce w ćwierć finale IMP w Tarnowie.
I tak nadszedł pamiętny 1974 rok...”
Fragmenty artykułu Marka Soczyka i Dariusza Sołtysiaka p.t. „Zygmunta Gołębiowskiego przegrana z losem”. Tygodnik Żużlowy, 1995


Wielka tragedia dla całego klubu, po której ciężko się otrząsnąć, czy w takiej sytuacji można jeszcze marzyć o sukcesie?
Teraz do zespołu częściej są włączani: Jerzy Kowalczyk, Marek Nabiałek i Leszek Zapart. Jechać trzeba dalej, więc jadą. W Lesznie zwycięstwo 42:34, rewanż także wygrany 44:34. Po remisie 39:39 rybniczanom udaje się wyjechać z Częstochowy z punktem meczowym.
W kolejnej rundzie czeka trudny wyjazd do Gorzowa. Jancarz, Plech, Padewski, Fabiszewski, Rembas i Woźniak to zgrana i bardzo silna paczka. Jednak od początku spotkania włókniarze tak łatwo nie poddają się, Cieślak, Jarmuła, Jurczyński i Urbaniec odpierają ostre ataki stalowców. Tymczasem nad stadionem zbierają się czarne chmury, lada moment lunie deszcz. Po 9 wyścigach rezultat 28:26 dla biało – zielonych. W tym momencie gwałtowna ulewa zalewa tor. Sędzia dochodzi do wniosku, że nie ma warunków do dalszej jazdy i podejmuje decyzję o przerwaniu meczu. Zgodnie z regulaminem ponad połowa zawodów się odbyła więc wynik jest ważny.
Dwa kolejne spotkania: ze Śląskiem i we Wrocławiu przynoszą identyczne wyniki - 43:35 i bardzo ważne 4 punkty. Po drodze 24 sierpnia Memoriał Idzikowskiego i Czernego zwycięża Andrzej Jurczyński przed Czesławem Goszczyńskim i Józefem Jarmułą, a 8 września w półfinale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski z 14 pkt. triumfuje Jerzy Kowalczyk.
W niedzielę 22 września na stadionie Włókniarza, mimo kiepskiej pogody i wcześniejszych opadów, nadkomplet widzów. Zajęte są nawet schody między sektorami. Dziennikarze doliczyli się 35 tysięcy widzów. Do dziś jest wielu, którzy pamiętają to spotkanie. Spore powody do niezadowolenia ma Marek Cieślak, pechowa kontuzja ręki eliminuje go z bezpośredniego udziału w tym wielkim finale. Kibice wiedzą jednak dobrze o zasługach Marka we wcześniejszych spotkaniach.
Obsługa czyni wszelkie starania, aby rozmokły tor nadawał się do jazdy, zapadają decyzje o rozsypaniu trocin i ubiciu toru. Tak też się dzieje.
Do prezentacji przed meczem z Falubazem Zielona Góra, wśród swoich kolegów wychodzi – tym razem po cywilnemu – Wiktor Jastrzębski. Ten wielki dzień wybiera na pożegnanie z fanami czarnego sportu. Są kwiaty, pamiątkowy puchar, podziękowania, a z trybun rozlega się „sto lat” na 35 tysięcy głosów. Pan Witek nie kryje łez wzruszenia. Udowadnia, że to on zwycięża z prześladującą go kontuzją. Blisko trzy lata walki z bólem, powrót na tor i kiedy znów jest na szczycie postanawia zakończyć uprawianie sportu. Ma charakter.


22 września przed meczem z Falubazem Wiktor Jastrzębski żegna się z kibicami


Od początku zawodów zielonogórzanie stawiają mocny opór. Zbigniew Filipiak, Paweł Protasiewicz, Ludwik Jaskulski walczą, po dwóch remisach trzeci bieg wygrywają i obejmują prowadzenie 9:8. Jednak kapelusz kominiarski, w jakim do prezentacji przystąpił Jarmuła, przekazując go kolejno kolegom, robi swoje. A tak na poważnie to cały częstochowski zespół zabiera się do roboty i to bardzo skutecznie. Cztery kolejne wyścigi rozstrzyga w stosunku 5:1. Taki sam wynik udaje się powtórzyć jeszcze w trzech innych wyścigach, a efektem jest bezapelacyjny triumf nad gośćmi 53:24.
Po piętnastu latach tytuł drużynowych mistrzów Polski znów wraca do Częstochowy.
Następują owacje na stojąco, gdy biało – zieloni triumfalnie przejeżdżają całą drużyną gazikiem wokół toru – teraz już z kontuzjowanym Markiem Cieślakiem, po czym kolumna na motocyklach żużlowych pod eskortą milicji wykonuje uroczysty przejazd ulicami miasta. Radości nie ma końca, wszyscy biją brawa, krzyczą i wymachują w stronę ulubieńców.
Szczęśliwy Józef Jarmuła zwalnia na Placu Daszyńskiego (wówczas Nowotki), zdejmuje z siebie plastron i rzuca w kierunku młodzieńców skandujących na chodniku „Włókniarz, Włókniarz …”.


Złota drużyna 1974. Stoją od lewej: Tadeusz Tumiłowicz - mechanik, Józef Jarmuła, Mirosław Gieroń - kierownik drużyny, Bernard Kacperak - trener, Andrzej Jurczyński, Włodzimierz Tomaszewski, Leszek Zapart, Jan Drapak - trener ogólnorozwojówki, Czesław Goszczyński, Henryk Barylski, Zenon Urbaniec, Wiktor Jastrzębski, Łukasz Janiec - mechanik. W pierwszym rzędzie: Marek Nabiałek, Jerzy Kowalczyk, Jacek Gierzyński. Na motocyklu Marek Cieślak


W walce o tytuł punkty zdobywają:

Włodzimierz Tomaszewski wystartował w 1 wyścigu z Falubazem Zielona Góra nie zdobywając punktów.

Na zakończenie sezonu do Częstochowy przyjeżdża na test mecz reprezentacja ZSRR. W spotkaniu tym, wygranym 70:37 Zenon Urbaniec w 6 startach gromadzi komplet 18 punktów. Powody do satysfakcji ma inny częstochowski kadrowicz, Andrzej Jurczyński. Reprezentuje Polskę w finale Drużynowych Mistrzostw Świata i na torze Stadionu Śląskiego w Chorzowie wywalcza wspólnie z kolegami brązowy medal.

Marek SOCZYK

Więcej zdjęć z tego okresu znajdziecie Państwo w naszej GALERII
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Monografia Włókniarza 1946-2008
Współpraca

Polski Związek Motorowy


UM Częstochowy


CKM Włókniarz SA


UŚKS Speedway


Sekcja amatorska
Historia Włókniarza
Część I (1946-1950)
Część II (1951-1958)
Część III (1959)
Część IV (1960-1962)
Część V (1963-1966)
Część VI (1967-1970)
Część VII (1971)
Część VIII (1972)
Część IX (1973)
Część X (1974)
Część XI (1975-1976)
Część XII (1977-1978)
Część XIII (1979-1981)
Część XIV (1982-1984)
Część XV (1985-1987)
Część XVI (1988-1990)
Część XVII (1991)
Część XVIII (1992-1993)
Część XIX (1994-1995)
Część XX (1996)
Część XXI (1997-1998)
Część XXII (1999-2000)
Część XXIII (2001-2002)
Część XXIV (2003)
Część XXV (2004-2005)
Część XXVI (2006-2007)
Część XXVII (2008)
Zapraszamy do Galerii
Wsparcie medialne

Ostatnie Zdjęcia